Kocham kochać

Melodramat, jakiego wcześniej nikt nie nakręcił. "Nietypowy musical, uboga choreografia, szokujący efekt", mówią krytycy. Ludzie wychodząc z kina, płaczą. Film Larsa von Triera "Tańcząc w ciemnościach" zdobył na Festiwalu w Cannes Złotą Palmę. 19 października odbędzie się jego premiera w warszawskim kinie "Muranów". "Zwierciadło" jest patronem medialnym tego niecodziennego wydarzenia.

Ekscentryczna i nieobliczalna. Wie, czego nie chce. Stanowczo odmawiała zagrania głównej roli w filmie "Tańcząc w ciemnościach", do czego przez rok namawiał ją Lars von Trier. Film zdobył Złotą Palmę na festiwalu w Cannes, a Björk, islandzka wokalistka, debiutująca w filmie, uznana została za najlepszą aktorkę. Jedną rolą przyćmiła inne sławy światowego kina. I rzuciła kinomanów na kolana.

     Nic nie zapowiadało takiego efektu. Wszyscy podchodzili z rezerwą do współpracy Björk z von Trierem - dwóch silnych artystycznych osobowości. Reżyser filmów "Przełamując fale", "Idiotów", "Królestwa", twórca manifestu filmowego "Dogma 95", kreujący ciemną, uwolnioną z wszelkich więzów rzeczywistość, i kompozytorka podniośle radosnych uworów? Mało kto wróżył temu duetowi sukces.
     Ci, którzy film widzieli, mówią o wrażeniach nieporównywalnych z niczym innym. Niezwykle prosty, a jednocześnie nowatorski (filmowany techniką wideo ze stu kamer jednocześnie) wyzwala najgłębiej skrywane emocje. Björk prowadzona wprawną ręką reżysera owija sobie widzów wokół palca.
  - Pierwszym warunkiem powstania filmu był oczywiście udział Björk. Ona miała napisać muzykę spójną z ideą filmu i zagrać główną rolę. - Udało jej się znakomicie - mówi dziś w wywiadach reżyser.
     Nawet słowem nie wspomina o kulisach pracy nad filmem. O tym, że wyciskał z aktorów siódme poty. Tylko on, charyzmatyczny von Trier, potrafi sprawić, że aktorzy całkowicie mu się oddali. Wymagał tego również od Björk. Ale ona jest równie charyzmatyczna jak on. Lubi robić to, co sama uważa za słuszne, czasami dokładnie na odwrót niż ją proszą. Jest uparta i oscentacyjnie manifestuje swoją niezależność.
W trakcie pracy nad rolą, niepostrzeżenie dla samej siebie, stała się Slemą.
  - Cały czas czułam się taka jak ona. Nie mogłam jeść, spać, wracałam z planu i płakałam. Fizycznie odczuwałam jej chorobę.
     W końcu nie wytrzymała napięcia i uciekła z planu. Tak jak stała, boso. Lars w odpowiedzi roztrzaskał dwa monitory. Dalsza współpraca zawisła na włosku. Björk, namówiona przez Catherine Deneuve - koleżankę z planu - wróciła, ale z adwokatem.
  - Zostało mi tylko 50 lat życia i wiele płyt do nagrania. Moim powołaniem jest muzyka. Równie ważna jak sen, seks czy polityka.
     W końcu się udobruchała.
  - Kiedy dotarło do mnie, że może dojść do zatrzymania produkcji, uświadomiłam sobie moje przywiązanie do Selmy i jej muzyki. Postanowiłam walczyć razem z nią.
     Lars von Trier też spuścił nieco z tonu.
     Co sprawiło, że poszli na kompromis? Jak twierdzą wtajemniczeni, wzajemna fascynacja. Von Trier na konferencji prasowej w Cannes, na którą Björk nie przybyła, powiedział:
  - Powiedzcie Björk, że ją kocham, bo mnie nie chce wierzyć.
     To, co jednak przede wszystkim ich pojednało - to wspólne dzieło. Film, któremu, oddali część swoich uczuć, myśli. Część siebie.
     Björk gra w nim Selmę, czeską emigrantke w Ameryce, która pracując w fabryce zarabia na operację zagrożonego utratą wzroku syna. Sama też powoli ślepnie. Od tragicznej codzienności ucieka w marzenia o tańcu i muzyce. Te marzenia udaje się jej nawet spełnić - bierze udział w musicalu wystawionym przez amatorski teatr. Ale życie nie szczędzi jej kolejnych dramatów...
     Mówi Björk: - Kiedy przeczytałam scenariusz, od razu postanowiłam bronić Selmy. Instynktownie czułam, co ona myśli i jak powinnam pokazać to, co jej w duszy śpiewa.

ONA NIE GRA, ONA JEST
  -podsumowuje krótko rolę Björk Catherine Deneuve. Inni dodają: jest wiarygodna i prawdziwa. A Björk wyjaśnia, że nie mogła osiągnąć żadnej wiarygodności. gdyby tak mocno nie utożsamiła się z bohaterką. Odnalazła w niej pokrewną duszę, która podobnie myśli i czuje. A przede wszystkim - która, tak jak Björk, kocha muzykę i żyje marzeniami.
     Klucz do jej sukcesu tkwi bez wątpienia w tym, że potrafiła przeobrazić się w Selmę, a nie tylko ją grać. Ale na ten sukces zapracowały także muzyczne kompozycje i piosenki, które artystka napisała dla swojej bohaterki. Pisanie dla kogoś nie przyszło - indywidualistce takiej jak Björk - łatwo.
  - Zdecydowanie bardziej komfortowo czuję się w studiu nagrań. Tworzenie muzyki to sprawa o charakterze introwertycznym, bardzo osobista, prywatna. Muzyka do tego filmu w pewnym sensie nie jest moją muzyką. Wcześniej nagrałam trzy albumy, z których każdy mówił coś o mnie.
     Tym razem musiała poprzez swoje kompozycje wyrazić inna kobietę. Komponowała na gorąco, po zakończeniu zdjęć kręconych w ciągu dnia. Przyznaje, że było to dla niej wielkie twórcze wyzwanie. Także dlatego, że po raz pierwszy musiała uwolnić się od własnego ja. 
  - W kompozycjach Selmy, a zwłaszcza w piosence "I've Seen It All" nie ma żadnego ego. To manifesty pełne pokory. Serce podane innym na dłoni. Żaden z utworów nie mówi: "Ja chcę". Raczej zawiera pytanie: "Co mogę dać?" Myślę, że największym moim osobistym zwycięstwem było to, że i ja - idąc za Selmą - potrafiłam spojrzeć z tej perspektywy.

WSZYSTKO W BJÖRK JEST OSOBLIWE
     I nazwisko, na którym ludzie łamią sobie języki (Gudmundsdottir), i pochodzenie (Eskimoska), i egzotyczny typ urody, i słabość do koloru pomarańczowego. Twierdzi, że marchewkowe stroje i czasem takież włosy pomagaja jej odzyskac siłę. Wszak pomarańczowy uważa się za kolor leczniczy i dodający energii. Jej odważne, często wyzywające kreacje prowokują i nie poddają się żadnym modom i konwencjom. Złota Palmę w Cannes odbierała w haftowanej różowej sukni z cienkiego jedwabiu i turkusowych pantofelkach-baletkach.
     Ale najbardziej osobliwy w Björk jest głos. Jak go określił Bono - przypomina "nóż do lodu". Z muzyką była związana od dzieciństwa. Na flecie i fortepianie grała od szóstego roku życia. Gdy miała lat 11 zarabiała śpiewaniem w chórkach i wtedy też wydała swój pierwszy album z islandzkimi piosenkami dla dzieci. Potem śpiewała w grupach punkowych i nowofalowych. Jej w pełni autorską płytą był "Debut", wydany w 1993 r. Płyta została sprzedana w nakładzie 2,5 miliona egzemplarzy. To oryginalna mieszanka jazzu, instrumentów smyczkowych, muzyki etnicznej rodem z Indii i Ameryki Łacińskiej.
     W 1995 roku została okrzyknięta przez MTV najlepszą wokalistką roku. Pokonała wtedy Madonnę, Tinę Turner, Mariah Carey.
     Podczas koncertów zachowuje jak egzaltowana panienka - podskakuje, wymachuje rękami, biega po scenie. Skłonna do absurdalnych żartów. Jedną z piosenek na pierwszej płycie nagrała w toalecie baru mlecznego. Słychać na niej ludzkie odgłosy i skrzypienie drzwi. Inną, z kolejnej płyty, zarejestrowała wprost na plaży na Wyspach Bahama przy wtórze gwaru plażowiczów.

ŻYCIE NIGDY JEJ NIE ROZPIESZCZAŁO
     Rodzice rozwiedli się, gdy miała niewiele ponad rok. Od dziecka musiała sama sobie radzić - zarabiała nie tylko śpiewaniem, ale pracowała też w sklepie rybnym i antykwariacie. Zawsze starała się robić wszystko najlepiej, jak umiała. W szkole prymuska, w życiu - pedantka. Dążenie do doskonałości wpędziło ją w chorobę. Cierpiała na zespół natręctw - nieustannie myła ręce. Wyleczyła się dopiero, gdy wraz z kumplami wyruszyła na podbój Europy. Solennie sobie przyrzekła - przez dwa miesiące nie będę się myła. Pomógł jej w tym tułaczy tryb życia - spali na podłodze, jedli byle co, a zdarzało się, że i żebrali.
     Nie znasi mediów, a one ją kochają. Prasa niezmiennie się nią zachwyca. Bo Björk jest kolorowa, wyrazista, jednoznaczna. Nawet wideoklipy do jej piosenek są równie szalone jak artystka. Dziennikarze obdarowali ją przydomkiem "Elf" - bo filigranowa, promieniująca energią, ruchliwa. Prawie w ogóle nie udziela wywiadów. Pędzi każdego, kto zbliża się do jej 13-letniego syna Sindriego (ze związku z gitarzystą Thorem Eldonem). Kiedyś wytargała za włosy czyhającą na nią dziennikarkę.
     Fani z całego świata ślą do niej gorące e-maile (Björk ma w sieci wiele stron). Do jej najzagorzalszych fanek zalicza się Catherine Deneuve i Madonna, która prosiła Björk o skomponowanie  specjalnie dla niej kilku piosenek. Na Björk ta spektakularna adoracja nie zrobiła najmniejszego wrażenia. Napisała dla Madonny tylko jeden utwór.
     Kasia Nosowska wyznała, że chętnie wypolerowałaby jej trzewiki.
     Ostatnio piosenkarka stała się czujna. Fan z Miami, 21-letni Ricardo Lopez, odebrał sobie z jej powodu życie, czyniąc z tego swoiste widowisko. W pokoju wytapetowanym plakatami z Björk, przy dźwiękach jej płyty i przy włączonej kamerze. Jak wcześniej wytłumaczył - robi to dlatego, że nie może pogodzić się z obecnością czarnoskórego kochanka przy boku idolki.
     Björk ma równie dużo fanów, co wrogów. Wielu ludzi z branży traktuje ją z przymrużeniem oka. Jako niegroźną wariatkę. Ale ona zupełnie się tym nie przejmuje.
   - Kocham kochać - powiedziała. - Przyznaję się do braku konsekwencji, nawet w uczuciach. Mam dwie natury. Z jednej strony jestem słaba, śmieszna, zwariowana. Z drugiej - mądra, błyskotliwa, silna. I dobrze mi z tym.

Alina Gutek 'Zwierciadło' nr 11/1849 listopad 2000 r.