S a m a  w  r a j u - z Björk rozmawia Beata Sadowska


Rola Selmy nie była najłatwiejsza...

Ale Selma była łatwa do pokochania! Jest taka czysta. Kiedy pierwszy raz Lars zaproponował mi, żebym ją zagrała, oczywiście odmówiłam. Po roku, kiedy napisałam już muzykę do filmu, zgodziłam się też w nim zagrać. A przecież jestem potworni uparta i mogłam mówić "nie" jeszcze przez 10 lat! Tylko że jakaś część mnie chciała Selmy bronić. Przekonało mnie poczucie, że znam tę postać lepiej od Larsa. Niegrzecznie tak mówić, ale to prawda (śmiech).


Jak współpracowało ci się z von Trierem? Plotka głosi, że nieźle się kłóciliście i że uciekałaś z planu zdjęciowego, a twoi prawnicy oświadczyli, że nie zagrasz już w ani jednej scenie.

Mam punkowo-anarchistyczne korzenie i nikt nigdy nie mówił mi, co mam robić. W mojej pracy nie ma mowy o kontrolowaniu emocji, cokolwiek się wydarzy, ciągle jesteśmy przyjaciółmi. Istnieje niepisane prawo, które daje partnerowi nieograniczoną swobodę, ale w momencie kryzysu jednego, drugi zawsze stanie w jego obronie. Kiedy przedstawiono mnie Larsowi i ludziom, z którymi pracował od 20 lat, wiedziałam, że to inny świat - hierarchia, gdzie Lars jest Napoleonem Bonaparte, a ja broniącą praw człowieka Pippi Langsztrump! (śmiech) Mam problem, bo pochodzę z Islandii, gdzie na ulicy taksówkarze jedzą hot dogi z prezydentem. Byliśmy kolonią przez 600 lat i nie mamy żadnej hierarchii. Gdzie indziej działa to perfekcyjnie, np. w Anglii czy w Japonii. W Islandii - zapomnij o tym! Nasz prezydent mówił, że nigdy nie mieliśmy armii, bo nawet nie potrafiliśmy maszerować - każdy poszedłby w swoją stronę, bo każdy jest inny. I z tego się wzięłam.

Dlaczego nie chciałaś zagrać w tym filmie?

Nigdy nie patrzyłam na siebie jak na aktorkę. Już wcześniej dostawałam filmowe propozycje, bo z jakiegoś powodu ludzie myślą, że jeśli ktoś występuje na scenie, musi być świetnym aktorem. - bzdura! To dwie zupełnie inne rzeczy! Muzyka jest introwertyczna, dla mnie nawet udzielanie wywiad to potworny strers. Po zrobieniu tego filmu jeszcze bardziej zdałam sobie sprawę, że muzyka to moja świątynia, moja religia. Nawet teraz, kiedy z tobą rozmawiam, w głowie mam piosenkę, która mnie uspokaja. Kiedy pisałam ścieżkę dźwiękową do tego filmu , robiłam to dla Selmy i w obronie wszystkich introwertyków i samotników, którzy żyją w świecie własnych fantazji. Większość mojego dzieciństwa spędziłam w samotności, ale to był raj! Uważa się, że po prostu jesteśmy samowystarczalni. I jeśli miałabym wskazać 100 najlepszych momentów w moim życiu, to 90 z nich przeżyłam w samotności.

Kiedy pisałaś muzykę do "Tańcząc w ciemnościach", w głowie siedziała ci Selma, czy ciągle była tam Björk?

Wydałam trzy solowe albumy i trochę już mnie znudził własny narcyzm. Zostawienie siebie było pasjonujące. Miałam w życiu dużo szczęścia. Nigdy nie doświadczyłam takiego bólu jak Selma. Moje marzenia się spełniły. Kiedy pisałam muzykę, czułam, że to jest jej świat i jej piosenki. Ja jestem ze światła i słońca, a większość piosenek jest ze świata ciemności. Ale kiedy po roku zaczęłam grać Selmę, to było zupełnie inne doświadczenie, nie stałam obok. Nie mogłam nawet grać Selmy, mogłam tylko nią być! Byłam w środku, rzucałam się ze skały i nie wiedziałam nawet, czy przeżyję! Lars powtarzał mi, że od aktorów z perfekcyjnym warsztatem woli tych, którzy do roli podchodzą emocjonalnie, czują ją. Myślę, że to mi się udało.

W muzyce wykorzystałaś dźwięki maszyn, pociągu, kroków. Lars zgadzał się na wszystkie twoje pomysły?

Lars uważał, że Selma jest głupia i prosta, ja - że emocjonalnie jest dojrzałą kobietą i ma w sobie dużo poezji. W końcu nie trzeba spędzić 10 lat w Oksfordzie, żeby być poetą! On chciał, żeby teksty piosenek były pisane niemal dziecinnym językiem: "ja ko-cham cię, tak jak ty-mnie" i żeby prosta była też muzyka. Jeśli pracujesz z kimś przez trzy lata bez przerwy, muszą pojawiac się rozbieżności, ale właśnie dlatego lubię to robić! Inaczej nagrałabym kolejny solowy album i mówiłabym sobie "O, mam pomysł, Björk, o - to świetny pomysł, Björk!". Pamiętam, jak Lars na chwilę wyszedł z pokoju, a ja szybko przejrzałam płyty na jego stole. Co znalazłam?! - Roxette i Bee Gees! Wtedy pomyślałam: "OK, wyzwanie!!!". (śmiech) Nic dziwnego, że usatysfakcjonowanie go zajeło mi 3 lata! (śmiech) A wykorzystanie w muzyce surowych dzwięków to dopiero frajda! Taki musical chciałam zrobić od dziecka - prawdziwy, bez magicznych hollywoodzkich sztuczek! Zaczynam śpiewać, stukam w butelkę (stuka w butelkę), wy dołączacie się i tańczycie. Jeśli ma się wystarczająco dużo wiary w magię, nie potrzeba hollywoodzkiego budżetu. Wolałabym oczywiście, żeby cały projekt był bardziej punkowy, ale to nie jest styl Selmy: ona woli słodkie, cukierkowe melodie, zasługuje na nie i je dostaje, i to z 80-osobową orkiestrą!

Selma dla rodziny poświęciła wszystko, ty poświęciłaś coś dla swojego syna?

Hm... nie jestem pewna. W Islandii mam ogromną rodzinę i przyjaciół, z którymi trzymamy się od lat. Bylismy przy narodzinach naszych dzieci, na pogrzebach. Dajemy sobie dużo wolności. Każdy jest, jaki chce, nie musi się poświęcać. Pamiętam jednak jedno zdarzenie sprzed 4 lat, kiedy na lotnisku 40 reporterów chciało na żywo prrzeprowadzić telewizyjny wywiad z moim synem. Przemoc jest mi zupełnie obca, nigdy wcześniej nikogo nie uderzyłam, a wtedy stałam się agresywna. Broniłam mojego dziecka, a to wyzwala zupełnie inną energię, niż kiedy sama jestem w niebezpieczeństwie. To ta supermoc, którą mają kobiet z wózkami, kiedy jedną ręką są w stanie zatrzymać nadjeżdżający samochód. jestem jak każdy rodzic, który zapytany, czy jest gotowy umrzeć za swoje dziecko, powiedziałby: "Tak".

We wrześniu miałaś wystąpić w Krakowie. Dlaczego nic z tego nie wyszło?

Miałam gościnnie zaśpiewać 3 piosenki podczas dwugodzinnego koncertu. Tymczasem punkt ciężkości całego wydarzenia zaczął się przesuwać i wszyscy zaczęli mówić, że to koncert Björk. Czułabym się nie w porządku wobec innych doskonałych artystów, którzy mieli tam wystąpić. I jeszcze ten film... - to zajęło mnóstwo czasu. Miałam nie spotykać się z dziennkarzami, ale pomyślałam, że muszę coś wytłumaczyć, bo wszyscy skupiają się na negatywnych stronach naszej współpracy z Larsem. Tymczasem oboje czujemy, że odnieśliśmy osobiste zwycięstwo: film powstał! Koniec historii. Kropka. Było warto.

Warto także dlatego, że ten film czegoś cię nauczył?

Na pewno! Oczywiście po każdym projekcie marudzę, że mogliśmy to zrobić dużo lepiej! W filmie też zmienialiśmy niektóre sceny - np. te w celi, kiedy Selma śpiewa, nagrałabym w pogodniejszej wersji. Wielu ludzi mówi mi: "To niesamowite, że zdobyłaś Złotą Palmę!", a ja przecież jeszcze kilka miesięcy temu nie wiedziałam, że coś takiego istnieje! Ważne jest, że film nauczył mnie dyscypliny - na 2 lata zamknęłam się w studiu, żadnych wywiadów, żadnych koncertów tylko ręćzna robota i "tkanie" dźwięków. Wcześniej, kiedy nagrywałam solowe albumy, mówiłam sobie: "Jeśli możesz coś zrobić z tysiącem instrumentów i zrobić to samo z jednym - zrób to z jednym". Co innego, jeśli Selma potrzebowała 80-osobowej orkiestry. Wiedziałam, że albo ją dostanie, albo będą kłopoty. Nauczyłam się, że dużo łatwiej walczyć w czyimś imieniu. Ja nie znoszę rozkładania rzeczy na czynniki pierwsze, a Lars kocha analizować! Zanim cokolwiek zrobi, musi to przedyskutować przez 900 godzin. W końcu musiałam analizować, dlaczego nie chcę analizować! (śmiech). I udało się: kiedy już czułam się zmieszana z błotem, wiedziałam, że muszę wstać i powiedzieć: "Myślę to i to". I to chyba całkiem normalne w wieku 33 lat! Najwyższy czas! (śmiech) Ale teraz chcę się już skupić na muzyce. Nie mówię, że jestem jej niewolnikiem, ale ją kocham i już! I tego też mnie ten film nauczył!

Film zaczął się w stylu Dogmy, ale potem gdzieś to zatracił. Myślisz, że poprzez muzykę, którą napisałaś, wpłynęłaś na to, jak film był reżyserowany, że w tym sensie go współreżyserowałaś?

(śmiech) Nie mogłabym... tego powiedzieć. Nie czuję się współreżyserem. Lars walczył, żebym zagrała w filmie i powiedział, że niemógłby tego zrobić z nikim innym, bo chciał konfrontacji. Kiedy nie chciałam się z nim spierać, przysłał mi różową poduszkę, na której napisał po islandzku: "Obiecuję, że na każdym etapie tego projektu będę mówiła Larsowi wszystko, co czuję, bo inaczej Lars będzie mną manipulował". Potrzebował kogoś, kto nie będzie się z nim zgadzał w zwykłych ludzkich sprawach. Kiedy się kłóciliśmy, nie czułam, że występuję w imieniu Björk czy nawet Selmy, ale w obranie humanitaryzmu! Myślałam sobie: "Czy to nie jest przpadkiem Amnesty International?!". (śmiech) Lars jest fanem cierpienia i bólu, ja przeciwnie. Zresztą ten konflikt jest już w samym filmie, w przeciwstawieniu świata fantazji i rzeczywistości. Dodałabym jeszcze fantazji, żeby widzowie czuli, że wszystko jest możliwe, bo człowieczeństwo zwyciężyło 10:1. A nie, żeby czuli, że to człowieczeństwo zostało sponiewierane.

Zagrałabyś w filmie jeszcze raz?

(śmiech) Nie! (śmiech) Nie! Już teraz czuję, że miałam trzyletni romans, który odsunął mnie od miłości mojego życia - od muzyki. I bałam się, że ta miłość już mnie nie zechce z powrotem. Czułam się potwornie winna. Zagranie w filmie to - jak dotychczas - moje największe poświęcenie. I na pewno nie zaryzykuję ponownie! To mnie przerasta i nie chcę z tym igrać! Świat jest pełen ludzi, którzy urodzili się po to, żeby grać w filmach, aktorów, którzy na pstryknięcie zamieniają się w kogoś innego. Straciłam 2 lata, żeby stać się Selmą, a potem kolejny rok, żeby znowu stać się sobą. Wiem, że to, co zrobiłam, zrobiłam wiarygodnie, ale raz wystarczy!

Ty w ogóle lubisz musicale?

Od dziecka miałam pomysł na to, ja musical powinien wyglądać. Pamiętam wieczory, kiedy siedziałam z rodziną i oglądałam "Dźwięki muzyki". Oni myśleli, że magia jest w pudełku, na które patrzyliśmy, a ja wiedziałam, że magia jest w nas samych. Tak bardzo wbiłam to sobie do głowy, że potem nie musiałam już oglądać wielu musicali. Dopiero kiedy zaczęliśmy przygotowania do filmu, powiedziałam sobie: "Jestem profesjonalistką" i zmusiłam moją wytwórnię, żeby kupiła 500 musicali! Usiadłam z zeszytem na kolanach, żeby robić notatki i nagle zdałam sobie sprawę, że to nie ma sensu. Przecież wiedziałam, jak to ma wyglądać i miałam światełko, które wskazywało mi droę. Kiedy muzyka jest pisana pod wpływem innej muzyki, to jak zjadanie własnego ogona. I tak samo jest z filmem.

Zarzekasz się, że w filmie już nie zagrasz, a muzykę filmową napisałabyś jeszcze raz?

Jasne! Po napisaniu muzyki do "Tańcząc w ciemnościach" znalazłam się na roztaju dróg, bo Lars zaproponował mi zagranie Selmy i w tym samym czasie Spike (Spike Jonze - reżyser) zaproponował mi zrobienie ścieżki dźwiękowej do "Być jak John Malkovich". To była trudna decyzja. Lars powiedział: "Albo u mnie zagrasz, albo filmu nie będzie", a to oznaczało, że rok mojej pracy pójdzie do kosza. Na szczęście wtedy Spike znalazł kogoś innego.

Najgorszy zawód, jaki kiedykolwiek wykonywałaś?

Pochodzę z klasy robotniczej, mój ojciec jest przewodniczącym związku zawodowego, więc musiałam na siebie zarabiać już w wieku 11 lat. Sprzedawałam gazety, pracowałam w przetwórni ryb, fabryce coli. Z dwumiesięcznym synkiem na plecach sprzedawałam islandzkie sagi. Moja słabość polega na tym, że lubię pracować! (śmiech) Chyba jestem pracoholiczką!

Na co wtedy oszczędzałaś?

Zawsze na piosenki! Miałam trzy prace podczas dnia, samotnie wychowywałam syna, a wieczorem śpiewałam. W zespole wszyscy oszczędzaliśmy przez rok, żeby kupić minibusa i koncertować po Europie. Nasze marzenia małych punkowych włóczęgów spełniały się, nawet jeśli na występ przychodziło 10 osób! I na to harowaliśmy przez rok! (śmiech)

No właśnie, punkowa Björk pojechałaby odebrać Złotą Palmę?

Kiedy filmowaliśmy w Danii, do domu, gdzie mieszkałam przyjechała cała gromada moich islandzkich przyjaciół. Zdecydowaliśmy, że w takim samym składzie powinniśmy pojechać do Cannes. Ale potem pomyśleliśmy, że jednak nie, bo sztuczne i napuszone gwiazdy to kompletnie nie nasz styl. Wreszcie postanowiliśmy, że jeśli już, to musimy przez to przejść razem. Nawzajem kupiliśmy sobie perły, kapelusze i ruszyliśmy. Teraz to głupio zabrzmi, ale kiedy wręczano mi nagrodę, czułam, że to było szczere. Czułam, że podarowano mi bardzo osobisty prezent, mimo że jestem outsiderem. Dlatego byłam bardzo wdzięczna. Myślę, że nawet punk przyjąłby tę nagrodę, inaczej byłaby to czysta arogancja! Już po zakończeniu festiwalu w restauracjach starsi Francuzi opowiadali historie swojego życia, dzielili się nimi, pozwolili mi stać się częścią ich mitologii - to była największa nagroda!

Rząd Islandii w uznaniu zasług chciał ci podarowć wyspę...

To potworne! Zawsze chciałam mieć wyspę, znalazłam idealną i chaciałam ją kupić. Wtedy rząd zaproponował, że mi ją podaruje. Odmówiłam, co oczywiście wywołało w islandzkich gazetach publiczną debatę, czy wyspę powinnam przyjąć, czy nie, a ja w prywatnych mailach tłumaczyłam ludzią, żenie chodzi o żadną arogancję, ale nauczono mnie, że za swoje rzeczy trzeba płacić.

'Film' październik 2000

Dziękuje redakcji Filmu za zezwolenie na opublikowanie powyższego artykułu