To jest kariera!

+Eskimoska debiutująca przed kamerą w roli czeskiej emigrantki w filmie duńskiego reżysera. To było ryzyko. A jednak jurorzy ostatniego festiwalu w Cannes nie mieli wątpliwości, że to właśnie Björk należy się nagroda za najlepszą rolę kobiecą. Niezbyt zgrabna, niezbyt ładna, o buzi jak z kreskówki i niewymawialnym nazwisku, przyćmiła słynne i piękne boginie światowego kina. To jest kariera!
+Na festiwalowej gali canneńskiego festiwalu była rozluźniona, zupełnie nie spodziewała się nagrody.
+Na pokazie "Tańcząc w ciemności" prezentowała kreację projektanta polskiego pochodzenia Mariana Pejowskiego.
+W dzieciństwie nie mogła liczyć na matkę. Może dlatego tak bardzo przywiązała sie do Catherine Deneuve.
+Jej motto życiowe to walka z przeciętnością. Jej teledyski to nieustanna prowokacja. Jej rola wzruszyła wszystkich do łez.

       Dziwaczny musical, kontrowersyjny reżyser i ekscentryczna wokalistka jako gwiazda filmowa. Wszystko niezwykłe - jak komentarz Björk, która mówi o tym doświadczeniu, że jest w jej życiu "wielką różową wstęgą". I jeszcze ta nagroda z rąk  filmowej partnerki Catherine Deneuve! W filmie zostały koleżankami z fabryki zlewoamywaków, w życiu przyjaciółkami. Razem spędziły ostatnią Wigilię. A kiedy podczas realizacji filmu Björk darła koty z Von Trierem, francuska diwa łagodziła spory.
W Cannes nastroje dopisywały. Gdy Von Trier, największy triumfator festiwalu, upuścił Złotą Palmę na scenie pałacu festiwalowego, a rozbawiona piosenkarka uderzyła go w pośladki, natychmiast odwzajemnił czuły gest. A przecież jeszcze niedawno utryskiwał, że "praca z Björk była niczym ciągnięcie kwiczącej i rzucającej się świni do rzeźni". Kulminacja konfliktu nastąpiła, kiedy rozwścieczona aktorka porwała zębami własne kostiumy. A potem czmychnęła z planu. Boso. W reżyserze (choć Duńczyk) też zawrzała krew. Z dwóch monitorów zostały wióry, Wprawdzie później - właśnie za sprawą Deneuve - uciekinierka powróciła, ale bez sktuchy i z adwokatem. Zdecydowana, że nigdy więcej, że szkoda czasu: "Zostało mi tylko 50 lat życia i wiele płyt do nagrania. Moim powołaniem jest muzyka. Równie ważna jak sen, seks czy polityka".
Bunt w kolorze pomarańczy
Ma nazwisko, na którymmożna sobie połamać język (Gudmundsdottir), oryginalny głos i takież pomysły. Jeden z kawałków do płyty "Debut" nagrała w czynnej toalecie baru mlecznego, w centrum Londynu. Uwielbia wszystko co tajemnicze , kontrowersyjne, "inne". Jej matka hipiska miała najdłuższe włosy w Islandii. Ona wolała zostać punkiem z krótką fryzurką w kolorze wściekłej marchewki. Miała wtedy 14 lat. Do dziś pozostała jej słabość do pomarańczowego, któremu przypisuje działanie lecznicze. Za to nie cierpi piwa. "NIe rozumiem jak można to pić. Smakuje jak drewno i wcale nie czujesz się po tym zakręcony. Wolę wypić butelkę koniaku".
Przyszła na świat w rodzinie o ponad tysiącletniej tradycji i nowoczesnych obyczajach. Jej rodzice założyli komunę hipisowską, a dziecku nadali imię oznaczające po prostu "praca". Jak się okazało, prorocze. W wieku 12 lat Björk zarabiała więcej od matki. Śpiewała w chórkach, pracowała w sklepie z rybami i w antykwariacie. Co nie przeszkodziło jej szaleć w klubach i zostać królową nocy (a noc w Islandii to nie przelewki). Energię życiową porównywano w jej domu do elektryczności. Nie tylko dlatego, że ojciec Eskimos był elektrykiem. Po prostu w kraju, gdzie ciemności kryją ziemię przez pół roku, światło żarówki wciąż ma w sobie coś z magii. Rodzice Björk roztali się, gdy dziewczynka miała półtora roku i szybko obdarzyli ją przyrodnimi braćmi i siostrami. Sama dbała o zawartość szafy i talerza, i o to, by na czas zapisać się do szkoły. Była prymuską. Taką, co to zamiast odrabiać lekcje z rodzicami, przyjaźni się z okularnikami zbierającymi owady. Dziś porównuje matkę do pięknego motyla. "Nie mam do niej żalu, że nie chciała mi gotować i prasować. Ze swoimi emocjami zawsze była gdzie indziej". Wreszcie wyjechałą do Kalifornii, by dzielić je z... autentycznym wodzem indiańskim.
Tańcząc w ciąży
Zanim mała Björk zauczyła się mówić, umiała już śpiewać. Jako sześcioletnia dziewczynka grała na flecie i fortepianie, w wieku 11 lat wydała solową płytę, dwa lata później założyła pierwszy zespół. Dziś nie sposób zliczyć wszystkich kapel, w których śpiewała, choć wiadomo, że jedna z nich nazywała się - za przeproszeniem - "Zatkaj dupę dziwki". To z nimi pojechała po raz pierwszy do Londynu, gdzie cierpiała na zespół natręctw i bez przerwy myła ręce. Przeszło jej, gdy na dobre zaczęła koczownicze życie. Na podbój Europy wyruszyła z kumplami z Reykjaviku, ostrym repertuarem i mocnym postanowieniem, by nie myć się przez dwa miesiące. Spali na podłodze u znajomków, żywili się słodyczami, na stacjach żebrali o benzynę. W podobnych klimatach upłynęło Babsi (tak nazywają ją przyjaciele) jakieś 17 lat życia.
Świat odkrył jej głos w latach 80., kiedy grałą z zespołem Sugarcubes. Z gitarzystą, Thorem Eldonem, zaszła w ciążę. Nie dała się namówić na aborcję, a na kilka dnie przed rozwiązaniem produkowała się na scenie z gołym brzuchem. Podczas koncertów wciąż przypomina rozkapryszoną panienkę. Biega, wymachuje rękoma, podskakuje. Co do tekstów - rodzą się w jej głowie  niezależnie od miejsca i pory: "gdy jestem zakochana, gdy jem, gdy kopuluję, gdy mam ciekawe sny".
Głupia i kochliwa
Sama przypomina postać ze snu lub baśni. Choć dziennikarze nadali jej wdzięczne miano elfa (ze względu na filigranową sylwetkę), szczerze nienawidzi mediów. Szczególnie jeśli niepokoją jej 13-letniego syna Sindriego. Cztery lata temu na lotnisku w Bangkoku wytargała za włosy jedną z czyhających na nią dziennikarek. Ponownie znalazła się na pierwszych stronach brukowców, kedy jej fan, niejaki Ricardo Lopez, odebrał sobie życie. Powód? Nie mógł znieść, że jego idolka spotyka się z czarnym. Samobójstwo odbyło się w niezwykle spektakularny sposób. W mieszkaniu desperata, wytapetowanym plakatami Babsi i wycinkami prasowymi na jej temat, przy dzwiękach muzyki z płyty "Post" i w obecności kamery. Wcześniej 20-letni rasista wysłał do biura prasowego Björk w Londynie paczkę z sporządzoną chałupniczo bombą. Na szczęście Scotland Yard czuwał.
Czarnoskórym przyjacielem wokalistki okazał się gwiazdor muzyki jungle, Goldie. Razem byli gotowi "ruszyć na podbój wszechświata". I choć niewiele z tego wyszło, do dziś Goldie słucha III symfonii Henryka Mikołaja Góreckiego, którego kompozycje poznała dzięki byłej narzeczonej. Tymczasem 34-letnia Björk wciąż zmienia kochanków. Nie ukrywa, że miała ich całe zastępy i że uwielbia się kochać. Najchętniej w jakichś nietypowych miejscach, co najmniej trzy razy dziennie. "Seks to najlepsza rzecz na świecie i trzeba z niej korzystać". I to bynajmniej nie na zasadzie sztuki dla sztuki, bo mała Islandka jest też wyjątkowo kochliwa. "Mam obsesję na punkcie miłości, ale jestem niestała w uczuciach. Kocham być głupia, śmieszna, naiwna, słaba, mądra, silna i inteligentna". Z dzieciństwa pozostało jej poczucie odpowiedzialności. I - choć ci, którzy oskarżali ja o plagiat, pewnie się nie zgodzą - samodzielność. "Sama zajmuję swoimi interesami i karierą, prowadzę dom, wychowuję syna. To połowa mojej natury, drugiej pozwalam być idiotką. I nikomu nic do tego".

Jolanta Berent - "Viva" nr 13 (88)