Ukryte miejsce

Kładę się spać koło drugiej w nocy. Coś magicznego zawsze dzieje się w okolicach północy - Björk zwierzyła się magazynowi "Q" w zeszłym roku. Najnowszy, jeszcze nie wydany album artystki jest chyba muzyczną ilustracją takich magicznych chwil, bo na Vespertine Björk dzieli się ze słuchaczami intymnością wieczoru.

Po chłodnych pejzażach 'Homogenic' nowa płyta Björk zaskakuje zupełnie innym nastrojem. Tym razem nie przebywamy na łonie surowej islandzkiej przyrody, lecz zaglądamy do domu Björk. Jest wieczór, a artystka spędza czas, nucąc nowe melodie: "Ten album jest o byciu samej w domu, w bardzo cichym introwertcznym nastroju, kiedy się szepce, improwizuje. To się rozgrywa wewnątrz mnie. Słowo 'vespertine' oznacza rozkwitanie kwiatów wieczorem i wieczorną aktywność ptaków, a 'vesper' - wieczór i gwiazdę wieczorną, czyli Wenus". Björk powiedziała o płycie: "Kiedy ją nagrywałam, po raz pierwszy w życiu świadomie chciałam sobie stworzyć raj. Kokon. Zawsze byłam punkiem, który chce, żeby wszystko było bardzo prawdziwe i mocne. Ten album to po części stworzenie kokonu, prawie raju, do którego można uciec. Nawet jeśli wiesz, że nie jest prawdziwy. Nie można go wszędzie zabrać. W niektórych miejscach się rozerwie. Lecz nadal wierzysz, że ma prawo istnieć, po prostu dlatego, że ludzie go potrzebują. Już samo to go uspawiedliwia".

Ci, którzy pamiętają Björk jeszcze jako punkówkę, mogą być jej ucieczką do muzycznego raju trochę zdziwieni. Tymczasem 'Vespertine' to kolejny efekt pracy artystki, która jest jedną z najbardziej twórczych osób w świecie rocka. Wielu pisze i wykonuje muzykę, ale nielicznym permanentnie przyświeca idea stworzenia czegoś, czego jeszcze nigdy nie było. Björk niemal obsesyjnie poszukuje oryginalnych połączeń muzycznych, a każdą nową płytę uważa za krok w stronę pełniejszego wyrażenia siebie.

Trzydziestoczteroletnia dziś Björk spiewać zaczęła ponoć już jako siedmiomiesięczne dziecię. Od szóstego roku życia przez kilka lat pobierała lekcje muzyki, lecz to nie one wywarły największy wpływ na ukształtowanie jej artystycznej osobowości. Edukacja w szkole muzycznej wyposażyła wokalistkę w szereg umiejętności, z których jedne - jak zdolność do narzucenia sobie dyscypliny - szybko okazały się przydatne, a inne wykorzystane zostały dopiero podczas pracy nad 'Selmasongs'. Prawdziwą instytucją edukacyjną okazał się natomiast rodzinny dom przyszłej artystki, funkcjonujący na zasadzie komuny (choć jak mówi sama wokalistka, nie hipisowskiej). Na okrągło słuchano tam muzyki i wciąż była kolejka do gramofonu, a ojczym Björk siadał z nią wieczorami i razem tworzyli piosenki. Jeśli w szkole Björk zapoznawała się gruntownie z muzyką klasyczną, to w domu uzupełniała swoją edukację o jazzi rock. Równie ważne jak możliwość osłuchania się w różnych stylach muzycznych było na pewno życie w atmosferze zachęcającej do indywidualnej ekspresji i rozwoju talentu. Na pierwsze efekty nie trzeba było długo czekać: już w 1977 roku Björk wydała płytę długogrającą. Z okładki tego albumu, zatytułowanego po prostu 'Björk', spogląda na nas jedenastoletnia dziewczynka z założonymi rękami., której wyraz twarzy sugeruje spokojną pewnośc siebie. Była to pewność uzasadniona (płyta okazała się platynową), i stanowiacą zapewne w dużej mierze efekt wspierającej uwagi, jaką otaczano ją w domu.

Na dziecięcym albumie Björk tylko jeden, i to instrumentalny, był jej autorstwa. Jednak już dwa lato później młoda artystka założyła swoje pierwsze zespoły - Spit and Snot i Exodus. Potem były Tappi Tikarrass, KUKL i wreszcie Sugarcubes. Björk stała się częścią alternatywnej kultury, tworzonej przez młodych islandczyków. Miała pomarańczowe włosy, wygolone brwi, buntowała się przeciwko małomiasteczkowej mentalności. Uchodziła za ekscentryczkę i była z tego dumna, szokowała i prowokowała. Gdy Sugarcubes zdobyli popularnośc za granicą, grupa zrezygnowała z obietnic wielkiej sławy i pieniędzy. To niemerkantylne nastawienie do życia i przedkładanie szczerości przekazu nad sukces komercyjny było zupełnie niewymuszone. W rzeczywistości potrzeba zwrócenia na siebie uwagi przez zespół, który chciał prowokować, starła się jego równie ważną potrzebą niezależności. Sugarcubes uwikłali się w znany skądinąd paradoks artystycznej bohemy: oto niezależny twórca szokuje swoja niezależnością, ale jego racja bytu zależy od pełnej oburzenia reakcji, którą wywołuje. A aprobata i zytnie zainteresowanie przeszkadzają mu zajmować pozycję outsidera. Coś takiego przydażyło się Björk. Bo jak inaczej rozumieć komentarz Islandki, odnoszący się do próby zamachu na jej życie (w 1996 roku 'fan' wysłał artystce bombę): Na myśl o tym, że ktoś mógłby skrzywdzić mojego syna, robi mi się niedobrze. Czuję się winna. Może powinnam przestać wydawać muzykę. Przed 26 rokiem życia moim mottem było 'nigdy nie pozwolić, by ktoś usłyszał moją muzykę' - może powinnam powrócić do tego podejścia. Czas przed 26. rokiem życia Björk to właśnie okres jej punkowych ekscesów. Czy nie zadziwia fakt, że zwracająca wówczas na siebie uwagę ekstrawagancka artystka za życiowe motto przyjęła ukrywanie się przed światem?

Nie ma jednak podstaw, by wątpić w wiernośc sobie, która jest jedną z najważniejszych cech charakteru Björk. Jak każda twórcza osoba Björk szuka inspiracji przede wszystkim we własnym wnętrzu. Ta tendencja ujawniła się wyraźnie w momencie decyzji o rozpoczęciu kariery solowej, który to moment Islandka skomentowała w następujący sposób: Zdałam sobie sprawę, że to teraz albo nigdy. Albo nagram te wszystkie piosenki, które przez lata chodziły mi po głowie, albo nigdy tego nie zrobię. Podążanie drogą własnej samorealizacji Björk wiąże ze zdrową obojętnością na krytykę otoczenia: Byłam częścią dwudziestu albumów - każdy z nich był inny. Każdy był dla mnie krokiem naprzód. Nigdy nie wiesz, czy ludziom się podoba to, co robisz, musisz poprostu kontynuować swoją podróż. Björk dobrze zdaje sobie sprawę, że taka podróż wymaga odwagi. Dlatego zapytana przez czytelnika pisma "Q", czego boi się najbardziej, odpowiada: Boję się tchórzliwości i lenistwa w sobie. Mogę myśleć, że zrobię coś odważnego, podczas gdy w rzeczywistości jest to tchórzliwe. Jak umieszczenie się podczas pracy w sytuacji, która jest wygodna, zamiast nagrywania czegoś, czego nikt jeszcze nigdy nie słyszał. Trzeba być ze sobą szczerym. Potrzeba kreowania nowej jakości w muzyce powoduje, że Björk jest znana jako osoba współpracująca z wieloma muzykami. Grała już między innymi be bop z Trio Gudmundar Ingólfssonar, brała udział w powstaniu ścieżki dźwiękowej do filmu "Sódóma Reykjavik", gdzie zaprezentowała się w stylu rockabilly i techno, a w 1990 myślała o założeniu grupy speedmetalowej. Artystka często sprawia wrażenie, jakby to właśnie dzięki współpracy z innymi jej potencjał mógł się w pełni uaktywnić. W maju zeszłego roku, przed premierą "Tańcząc w ciemnościach", entuzjastycznie wypowiadała się o pożytkach płynących z połączenia sił w układaniu melodii: Kocham współpracować. Chciałabym się stać czyjąś drugą połową. Jednego dnia Tricky, drugiego Evelyn Glennie. Nadal jestem sobie wierna, ale chodzi o komunikację.

Co prawda Björk mówi o sobie: Lubię współpracować z ludźmi i mówić, co myślę, ale jej przyjaciele uważają, że wcale nie jest komunikatywna, nie mówi wiele i nie jest zbyt konfrontacyjna. Przeciwne zdanie o gotowości wokalistki do konfrontacji miałaby zapewne namolna dziennikarka, którą kilka lat temu Björk szarpała za włosy na lotnisku w Bongkoku. Kiedy prasę obiegły fotografie tego incydentu, mówiło się oczywiście, że Islandka jest agresywna. Tymczasem Lars von Trier, chcąc nakłonić Björk do większego zaangażowania w rolę Selmy, podarował jej poduszkę z wyhaftowanym po islandzku napisem: Obiecuję zawsze mówić dokładnie to, co czuję, bo inaczej Lars będzie mną manipulował. Bowiem za gotowaścią Björk do zaangażowania się we współpracę kryje się introwertyzm, z czego sama zainteresowana doskonale zdaje sobie sprawę. Na przykład doświadczenia zdobyte podczas kręcenia "Tańcząc w ciemnościach" zniechęciły ją do sztuki filmowej, pomimo gratyfikacji w postaci Złotej Palmy (którą Björk podarowała swojej przyjaciółce). Björk zdecydowanie odżegnała się od możliwości ponownego wystąpienia w filmie: Nie wiem, dlaczego wydaje się, że muzycy są dobrymi aktorami. Bycie na scenie i śpiewanie to jedna z najbardziej introwertycznych rzaczy, jakie możesz zrobić. To jak życie w bańce. Natomiast w aktorstwie chodzi o komunikację. Plan zdjęciowy to moja recepta na piekło. Niektórzy ludzie rodzą się, aby grać. Zapytałam Catherine Deneuve, jak ona to robi. Powiedziała: "Czy nie lubisz czasem stać się kimś innym?" Odpowiedziałam: "Nie". Jedno słowo. W ogóle mnie to nie interesuje. Jeszcze nawet nie stałam się sobą.

To, że artystka dąży przede wszystkim do tego, aby być sobą, spodoba się na pewno fanom, którzy czekają na jej nową płytę. Może nie każda forma komunikowania się jest dla Björk warta zaangażowania, ale nowoczesne formy przepływu informacji uważa za zbawienny wynalazek, a swoją niechęć do skomplikowanych, biurokratycznych procedur związanych z wydaniem płyty opisuje w ten sposób: Gdybym urodziła się sto lat temu, byłabym wędrownym grajkiem. Jeśli nagrasz piosenkę, chcesz ją komuś puścić, to podstawowa potrzeba. Mogę napisać piosenkę w sypialni i dać ją do internetu, tak aby zainteresowani mogli jej posłuchać w ciągu 10 minut - to marzenie spełnia się w moim świecie. Choć koncentracja na własnym rozwoju i dążenie do jak najpełniejszegozrealizowania muzycznego potencjału czasami noszą znamiona introwertyzmu, nie znaczy to, że Björk izoluje się od rzeczywistości i ucieka w świat sztuki. Również w przypadku "Vespertine" artystka nie tworzy kokonu, w którym chowa się przed innymi, choć przy powstaniu tego albumu miała mniejszą niż zazwyczaj potrzebę współpracy. (Przed powstaniem płyty obiecywała: Zdyscyplinuję się, by usiąść i zrobić to sama.) Przecież misternie skonstruowanym muzycznym rajem "Vespertine" Björk dzieli się ze słuchaczami. Poza tym, podobnie jak na swoich wcześniejszych solowych albumach, tak i tu artystka obficie korzysta z osiągnięć współczesnej elektroniki, tłumacząć: Chodzi o kontakt z rzeczywistością. O ofsiankę i filiżankę herbaty. Elektronika i tak nas otacza. Myślę, że zrobienie z tego piosenki jest odważniejsze i bardziej odpowiadające chwili obecnej niż inne rzeczy. Stworzony na "Vespertine" kokon osadzony jest mocno w teraźniejszości, podobnie zresztą jak sama Björk, która zapytana o przeszłe wydarzenia często wykręca się od odpowiedzi, tłumacząć: Nie warto o tym mówić, to było cztery lata temu. Wytatuowany na ramieniu wokalistki kompas nieodmiennie pomaga jej podążać za głosem inspiracji, a "Vespertine" to po prostu cała Björk. Niezależna, otwarta na oryginalne środki wyrazu, znajdująca oparcie w sobie i tworząca w teraźniejszości, komunikatywna i introwertyczna jednocześnie.

Jest wieczór, a przez okna pewnego domu w Reykjaviku widać ekscentryczną kobietę o nieco azjatyckiej urodzie, która szuka nowych muzycznych pomysłów. Jeśli chcesz, możesz podsłuchać, co się tam dzieje.

Anna Dziedzic 'Tylko Rock' nr 8 (120) sierpień 2001