Podwójne życie Björk

Są osoby, które przeżywają emocje silniej niż inni, ale nie potrafią tego przekazać. Są ludzie, którzy mają dobre pomysły, kochają muzykę, ale nie próbują tworzyć. Są wreszcie muzyczni grafomani, którzy natłukli dziesiątki nagrań, ale bez śladu emocji czy oryginalności. Fenomen Björk polega na tym, że ona ma to wszystko i potrafi to wykorzystać.

We współczesnym muzycznym show businessie Björk zdobyła już prawie wszystko, ale twierdzi, ze dopiero się rozkręca. Na wydanym właśnie albumie 'Vespertine' odkrywa rozkosz odgrodzenia się od rzeczywistości. Jedną nogą stoi na ziemi, a drugą w zakamarkach świata, który tworzy w swoim umyśle. Jak tracąca wzrok Selma z 'Tańcząc w ciemnościach' - musicalu Larsa von Triera, który odkrył w Björk samorodny, żywiołowy talent aktorski. Talent, który wydawał się błogosławieństwem, ale przed kamerą zamienił się w przekleństwo.

kobieta z gołymi stopami

    Emocjonalna nadwrażliwość zmusiła Björk do głębokiego przeżywania tragicznych losówgranej postaci. Zbyt głębokiego, jak twierdził von Trier. Mimo że współpraca artystki ze współtwórcą manifestu Dogmy nie układała się najlepiej, rola w 'Tańcząc w ciemnościach' i muzyka do tego filmu przyniosła Björk deszcz nominacji i nagród, w tym Złotą Palmę w Cannes. Artystka grzecznie je wszystkie odbierała, ale tak naprawdę obchodziło ją tylko rozdanie Oskarów (nominacja za piosenkę filmową). Wystąpiła wówczas w oryginalnej, zapierającej dech w piersiach, łabędziej sukni. Wykreowana przez Björk Selma, oprócz przeżywania świata we własnej głowie, potrafiła usłyszeć muzykę w codziennych odłosach natury i cywilizacji. - Słucham teraz płyty faceta, który wydobył muzykę z odgłosów pięciu insektów - powiedziała niedawno artystka. Może dlatego nowa płyta 'Vespertine' przyozdobiona jest nienachalnie wykorzystanymi hałasami oraz beatami przygasającymi do postaci puknięć i trzasków? Słuchając tych nagrań, odnosi się wrażenie, że są raczej ze świata snu niż jawy. Podobnie może być na koncertach promujących 'Vespertine'. Próbkę nieokiełznanej fantazji Björk przyniosły dwa majowe występy artystki w Nowym Jorku. Około 200 szczęśliwców, którzy nabyli garstkę biletów, zostało zaproszonych do Riverside Church w Harlemie. Zamiast ołtarza zobaczyli tam 12-osobowy chór kobiecy, chłopców z Matmos obstawionych aparaturą, Zeenę Parkins z harfą i bosą Björk. Zrobiło się rozkosznie i kameralnie. Prawie jak w niebie.

przelewanie do komputera

    Björk oczyma wyobraźni 'widzi' mzykę. - Przez 10 lat studiowała muzykę klasyczną, ma w małym palcu jazz, minimalizm, charlestona i cokolwiek tylko chcesz. A mimo to dla niej dźwięki mogą być puszyste. Albo różowe - jak napisał islandzki dziennikarz. Jej głównym celem jest radość tworzenia, ciągła konfrontacja powstającego nagrania z tkwiącym w głowie ideałem, a nie z prawdopodobieństwem sukcesu na rynku. Dlatego Björk nie jest drugą Madonną. Na szczęście. Nagrywając poprzedni album 'Homogenic', starała się spotęgować frajdę tworzenia poprzez bardziej bezpośredni wpływ na powstającą muzykę. Bezstresową pracę zapewniło studio nagraniowe w domu artystki w Hiszpanii. Dzięki nowinkom techniki cyfrowej to płyta nie została wyprodukowana, jak poprzednie, tylko po prostu zrobiona. Przekładanie obrazów powstałych w głowie na słowa (z czym Björk ma kłopoty), by wytłumaczyć producentowi pomysł na brzmienie, zostało zastąpione przez niewerbalne przelewanie idei do komputera. Pomocnicy byli potrzbni, ale raczej w kwestiach technicznych oraz do grania partii na żywych instrumentach. Inaczej nież na płytach 'Debut' i 'Post', gdzie artystka często oddawała pole zaproszonym do współpracy muzykom i producentom. To oni ubierali jej emocje w nowoczesne brzmienia. Decydowała się na artystyczne fuzje z takimi ludźmi, jak Nellee Hooper (Soul 2 Soul), Graham Massey (808 State), Tricky, Howie B, ponieważ fascynowała ją elektroniczna rewolucja początku lat 90. Poza tym, będąc osobą o niestandardowym umyśle, szukała kontaktu z podobnymi sobie: - Pociągali mnie ludzie, którzy, tak jak ja, nie wiedzieli, co jeszcze może się zdarzyć w muzyce. Nie ci, którzy mieli wszystko poukładane w głowach, lecz ci, którzy próbowali odkryć nieznane.

kakao w środku zimy

    'Vespertine' przedstawia Björk wyciszoną, introwertyczną, ładującą wyczerpane współpracą z von Trierem emocjonalne baterie w ciepłym, wewnętrznym kokonie. - To jest jak w te dni, kiedy na dworze pada śnieg, a ty siedzisz w środku z kubkiem kakao i wszystko jest bardzo magiczne. Jesteś w euforii, całymi dniami nic nie mówisz, bo ci sie nie chce - opowiada artystka. Symbole tego specyficznego, "björkowego eskapizmu' są wszędzie: dwa pierwsze single z płyty noszą tytuły 'Hidden Place' i 'Cocoon' ('Ukryte miejsce' i 'Kokon' - przyp. red.). Na okładce albumu ubrana we wspomnianą, łabędzią suknię Björk zasłania twarz ręką, a na pierwszym singlu - włosami. Ale myli się ten, kto uważa, że praca nad filmem nagle zamieniła promieniejącą kobietę w nieobecną duchem, smutną postać. Björk od zawsze miała swój drugi świat, o którym opowiadają niektóre z jej wcześniejszych nagrań. Nosiła w sobie kokon, który teraz się przydał. Nie została skrzywiona emocjonalnie w dzieciństwie (jako dziecko hipisów zawsze chodziła swoimi drogami), nie uzależni się więc od tego. Za jakiś czas wyjdzie na powierzchnie i znów będzie tryskać pomarańczową energią. Tak jak kiedyś. - Wciąż staram się dowiedzieć, jak brzmi moja muzyka - powiedziała w jednym z wywiadów - Ona tkwi w mojej głowie od czasów dzieciństwa i nie jest wcale skomplikowana, ale odnalezienie jej może mi zająć 10 lat. Albo nawet 20. Ja dopiero zaczynam.

Rafał Belke Machina nr 9 (66) wrzesień 2001

Dziękuje redakcji Machiny za zezwolenie na opublikowanie artykułu.