Pomarańczowa gwiazda Islandii

 

Aż trudno uwierzyć, że kariera tej 32 letniej artystki trwa już dwadzieścia jeden lat. Rozpoczęła się w 1977 roku, gdy 12-letnia dziewczynka z Reykjaviku wydała płytę zwyczajnie zatytułowaną Björk, na której znalazły się przede wszystkim jej własne interpretacje standardów islandzkiego folkloru oraz utwory z repertuaru The Beatles i Stevie Wondera. Umieszczono tam również jedną instrumentalną kompozycję autorstwa Björk, która wreszcie mogła popisać się umiejętnością gry na fortepianie i flecie. Ojczyzna Björk Gudmundsdottir to kraj dziwny, ekscentryczny i enigmatyczny jak ona sama. Tę mała wyspę, położoną w północnej części Oceanu Atlantyckiego, zamieszkuje niewiele ponad 250 tys. mieszkańców, w tym 100 tys. w stolicy - Reykjaviku. To tu rozwija się przemysł. Tu lokują swój kapitał zagraniczni inwestorzy. Tu chętnie spędzają wolny czas muzyczne gwiazdy, m.in. Jarvis Cocer z Pulp, lider Blur Damon Albarn czy Spice Girl Mel B. To tu również tętni wieczorami życie tej zimnej wyspy, znajdującej się w pobliżu północnego koła podbiegunowego. Ogólnoświatowe zainteresowanie Islandią to wbrew pozorom znak dopiero ostatnich czasów. Björk pierwsze muzyczne kroki stawiała na przełomie lat 70. i 80.Lata te przyniosły swoisty boom na niezwykle ekspansywny punk rock i nową falę. Babsi (tak nazywają Björk przyjaciele) chłonęła wywodzące się z Wielkiej Brytanii nowe trendy, związane ze specyficznym ubiorem, zachowaniem i filozofią życiową, co było wyrazem buntu wobec kultury rodziców. Swój pierwszy zespół założyła w wieku 13 lat. Później przewinęła się przez kilka mniej znaczących, podobnych do siebie grup, z których warto wspomnieć tylko formację Kukl. Zespół ten nagrał dwa albumy, wydane poza Islandią przez brytyjską anarchistyczną wytwórnię Crass. Po rozpadzie Kukl jej członkowie założyli nową grupę - The Sugarcubes. Praca z tym zespołem pozwoliła Björk zaistnieć również poza wyspą. Europa, a przede wszystkim Wielka Brytania, szybko zaakceptowały sekstet z dalekiej północy, który swoją muzyką, łączącą elementy rocka i popu, zyskiwał przychylność zarówno krytyków, jak i publiczności. Największe wrażenie robiła jednak drobna, dziewczęca wokalistka Björk. The Sugarcubes wydali cztery płyty, w tym jedną z tanecznymi remiksami wcześniejszych kompozycji. W chwili ukazania się tego krążka, zatytułowanego It's It ,grupa przechodziła poważny kryzys, którego przyczyn można upatrywać w pragmatycznym usamodzielnieniu się Björk. Nasza bohaterka posiadała już nową artystyczną wizję, którą zamierzała odważnie realizować, ulegając zauroczeniu nowoczesną muzyką taneczną. Z niespotykaną konsekwencją przez ostatnie lata tworzyła własny, porywający styl, wypracowując oryginalne brzmienie oraz intrygujący image, zdobywając publiczność, począwszy od pierwszego światowego albumu - Debut, który ukazał się w 1993 roku, aż po Homogenic ,o którym mówiła w wywiadzie dla miesięcznika "Mixmag" : "Ta płyta jest dla mnie jak wywołujący wspomnienia album ze zdjęciami". Homogenic jest najsmutniejszym, najbardziej mrocznym i szczerym wydawnictwem w całym dotychczasowym dorobku Björk. Co więc sprawia, że jej muzyka przyjęła tak ponury, dołujący, a czasami wręcz apokaliptyczny charakter? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy dokładnie prześledzić wydarzenia z ostatnich kilkunastu miesięcy prywatnego życia islandzkiej wokalistki. Rok 1996 nie był usłany różami. Sama Björk chętnie wykreśliłaby go z pamięci i na zawsze zapomniała o kilku przykrych zdarzeniach, które otwarcie nazywa swoją "wielką katastrofą". Wszystko zaczęło się w lutym '96 r. od tzw. afer "Björkgate". Cały świat na ekranach telewizorów zobaczył pannę Gudmundsdottir, która na lotnisku w Bangkoku targała dziennikarkę za włosy. Björk puściły nerwy, gdy po wylądowaniu w stolicy Tajlandii została otoczona przez grupę żądnych sensacji reporterów. Jeszcze nikt nie zdążył zadać pytania, a już najbardziej natrętna przedstawicielka prasy znalazła się na podłodze lotniskowego hallu, bita i kopana przez krewką islandzką artystkę. Björk potrzebowała prywatności i chwili spokoju, którego tak przecież pragnie dla siebie, a przede wszystkim dla swojego 10-letniego syna Sindriego, o którym mówi, że "jest najbardziej intrygującym charakterem, z jakim zetknęła się w życiu". Przez ostatnie lata, gdy zaadoptowała się na brytyjskim gruncie, stała się faworytką brukowej prasy, która z lubością wypisuje brednie dotyczące jej osobistego, pozaestradowego życia. Babsi wcześniej przyznawała się w wywiadach, że nienawidzi sławy i nieprzychylnych jej mediów. "Reaguję zawsze nadzwyczaj impulsywnie" - powiedziała we wspomnianym już wywiadzie dla "The Face" w czerwcu 1995 roku, a zaledwie osiem miesięcy później miała okazję przekonać się, że nie żartuje. Tajski incydent okazał się początkiem nie najlepszej passy islandzkiej bogini. Najsmutniejsze, wręcz przerażające wydarzenie miało miejsce we wrześniu tego samego roku. Niejaki Ricardo Lopez, 21-latek z Miami, popełnił samobójstwo, nie mogąc znieść faktu, że jego ulubiona artystka spotyka się z czarnoskórym mężczyzną. Odebrał sobie życie w mieszkaniu, którego wszystkie ściany oklejone były plakatami i wycinkami prasowymi dotyczącymi islandzkiej gwiazdy. Wcześniej psychopatyczny fan-rasista zarejestrował swoją śmierć na taśmie kamery wideo. Okazało się, że postrzelił się przy dźwiękach grającej w tle muzyki z albumu Post. Przed śmiercią Lopez zdążył przesłać tajemniczą paczkę pod adresem londyńskiej siedziby biura promocji Björk. Badania Scotland Yardu, który przejął przesyłkę, wykazały, że zawierała ona skonstruowaną przez amerykańskiego fana bombę z kwasem siarkowym. Po otworzeniu miała ona eksplodować Babsi w twarz, powodując rozległe oparzenia, a w najgorszym wypadku nawet śmierć. Natychmiast po tym zdarzeniu Björk wytropiona została przez prasę, oczekującą na komentarze artystki. Głęboko wstrząśnięta autorka Post wyraziła tylko obawę o swoją 10-letnią pociechę. Sama zachowała zimną krew. "Nic mi nie będzie, ze mną jest zawsze wszystko w porządku" - wyznała angielskiemu tygodnikowi "New Musical Express". Ową czarnoskórą sympatią, która nieświadomie stała się przyczyną tragedii, był o dwa lata młodszy od Björk gwiazdor muzyki jungle - Goldie. Ich burzliwy związek przez kilka miesięcy poruszał nieustannie muzyczne środowisko, które z niecierpliwością oczekiwało nowych sensacji. Intrygująca para wydawała się nie przejmować spekulacjami brukowców. Na każdym kroku oboje nawzajem opiewali zalety swojego partnera. Goldie wyznał nawet kiedyś: "Jestem zakochany. Björk mnie uzupełnia, ja uzupełniam ją. Jako muzycy jesteśmy chyba ostatnimi tak kontrowersyjnymi osobami w tak pieprzonym świecie i razem możemy wyruszyć nawet na podbój wszechświata". Björk i Goldie pokazywali się wszędzie razem, wspólnie też na trasę promującą Post. Niestety, wszystko skończyło się równie szybko, jak się zaczęło. Dziś ich wzajemne stosunki układają się nadzwyczaj dobrze. Goldie bez skrępowania przyznaje, że "Babsi jest wspaniała, genialną osobą, od której miał przyjemność i szczęście wiele się w życiu nauczyć". Wyrazem sympatii do Björk była niewątpliwie oferta wystąpienia na nowym albumie właściciela imponującego złotego uzębienia - Saturnz Return . W związku Babsi z Goldiem pojawia się również wyraźnie polski akcent. To ona sprawiła, że nie koronowany król muzyki jungle poznał i zakochał się w muzyce Henryka Mikołaja Góreckiego, którego III Symfonia należy do najbardziej ulubionych płyt Goldiego. Romans ze "Złotym" nie był jedynym, który z przejęciem obserwowały media. Co chwilę pojawiały się informacje na temat nowych przyjaciół Björk. Muzyk, producent, autor wideoklipów - liczba kochanków powoli zaczęła stawiać Babsi obok niedoścignionej mistrzyni - Madonny. Zawsze jednak wszystkie związki Björk wywodziły się z kręgów show businessu. Ojciec Sindriego - Thor Eldon, był gitarzystą The Sugarcubes. Przed Goldiem był triphopowy guru Tricky. Po Goldiem przyszedł czas na jednego z najlepszych przyjaciół artystki - Howiego B, z którym Björk utrzymuje znajomość już od ponad siedmiu lat. Björk jest wyjątkowo kochliwą osobą, odszukującą w miłości sens ludzkiej egzystencji. Równie istotną sprawą jest dla niej seks. Gdy nie ma przy niej mężczyzny, odreagowuje, masturbując się, pływając i ćwicząc karate. "jestem nienasycona - mówi. - Zawsze mam ogromny apetyt na seks. Uwielbiam się kochać w dziwnych, nieprzystosowanych do tego miejscach. Kiedyś wybraliśmy się z przyjacielem pod namiot w pobliżu największego wodospadu w Islandii. Byliśmy dokładnie naprzeciwko wody i natychmiast namiot stał się cały mokry. To było przerażające, a jednocześnie bardzo zdrowe. Mieliśmy naprawdę zdrowy seks". Björk słynie ze swojej ekstrawagancji i zamiłowania do wszystkiego co dziwne, szokujące, tajemnicze, kontrowersyjne, anormalne. Jedną z takich fascynacji jest uwielbienie dla pomarańczowego koloru. Już jajo kontestująca, zbuntowana nastolatka biegała po ulicach z krótko ostrzyżoną głową ufarbowaną na pomarańczowo. "Jestem bardzo konserwatywna. Nie zmieniłam się od czasu, gdy byłam małym dzieckiem. Ubieram się na pomarańczowo od trzeciego roku życia". W psychologii kolor pomarańczowy uważa się za leczący i uspokajający. Björk nosi marchewkowe rzeczy, bo jak sama twierdzi jest bardzo chora. Równie dziwnie wypowiedziała się we wspomnianym już wywiadzie dla "New Musical Express" na temat najbardziej rock'n'rollowego napoju - piwa: "Nie rozumiem jak można to pić. To tak, jakbyś pił drewno. To także nie sprawia, że czujesz się zakręcony. Ja wolę wypić butelkę koniaku". Swoistą obsesją Babsi są podróże. Chętnie zmienia miejsca pracy i zamieszkania. "Niezwykle cenię sobie wolność. Często myślę sobie - jedziemy na wakacje! I już pięć minut później stoję na lotnisku z paszportem w jednej kieszeni i z kartą kredytową w drugiej". Reykjavik, Londyn, El Madronal w południowej Hiszpanii, Nowy Jork - to tylko niektóre z miejsc, w których ostatnio mieszkała. Obecnie przymierza się do zakupu małej tunezyjskiej wysepki, która wraz z domem kosztuje "zaledwie" 400 tys. dolarów, co jak na zarobki Björk nie jest zbyt wygórowaną sumą. Björk Gudmundsdottir jest już dojrzałą kobietą Ma 32 lata, jednakże wygląda i zachowuje się jak mała, niewinna dziewczynka. Ten celowo kreowany artystyczny wizerunek pomagają tworzyć Björk reżyserzy jej niezwykle plastycznie zrealizowanych wideoklipów. Każdy, kto widział wideoklipy do takich kompozycji jak Human Behaviour, Army Of Me czy It's Oh So Quiet przyzna, że ich autorka sprawia wrażenie osoby wyjętej żywcem z surrealistycznej bajki. Jest współczesną Alicją, która znów odważyła się przejść na drugą stroną lustra. Tym razem niechcący zabłądziła w realnym świecie.

Bartek Winczewski "Machina" nr 2/98 (23)

Dziękuje redakcji Machiny za zezwolenie na opublikowanie powyższego artykułu.