Recenzja - Selmasongs

Tej płyty trzeba posłuchać po obejrzeniu najnowszego filmu Larsa von Triera "Tańcząc w ciemnościach", gdyż dopiero wespół z nim tworzy całość. Björk odtwarza w tym obrazie główną rolę. Gra małą, ślepnącą Czeszkę pracującą w amerykańskiej fabryce, która by przetrqać ciężkie chwile niejednokrotnie przenosi się do świata własnej wyobraźni odgrywając w nim królową musicalu. W tym świecie wszystko jest proste, wesołe i kolorowe. Wszelkie winy zostają odpuszczone i zapomniane poprzez taniec i śpiew. To właśnie owe fantazje Selmy składają się na tę płytę. Doskonale, że zachowane zostały wszystkie dźwięki z filmu poprzedzające wizje Selmy, dźwięki dzięki którym wchodzi w swój musicalowy świat i na których opierają się całe sekwencje muzyczne (w tym również bezsprzecznie najlepszy na płycie "I've seen it all", rozpoczynający się nadjeżdżającym pociągiem). Innowacją jest, że na "Selmasongs" wszystkie prawie wokale wykonuje Björk, podczas gdy u von Triera śpiewają wraz z nią liczni aktorzy odtwarzający główne role. I w filmie wypada to dużo ciekawiej. Głos Petera Stormare w "I've seen it all" też pasuje wg. mnie lepiej niż Thoma Yorke'a, tym bardziej że jeżeli prześledzić tekst utworu to w filmie jest on logicznie podzielony na dwie postaci - Selmę i Jeffa, na płycie niestety partie dialogu ulegają deformacji i to co powinna śpiewać Selma, śpiewa niekiedy Yorke, co niepotrzenie komplikuje skądinąd piękną wymowę piosenki. Szkoda również, że na "Selmasongs" nie znalazły się wszystkie piosenki z obrazu. Jest np.: jedna ładna scena z celi więziennej , kiedy Selma śpiewa bez muzyki wsłuchując się w dźwięki płynące z wywietrznika.
Z tego wszystkiego wynika, że płytę tę powinniśmy traktować raczej jako osobiste dzieło Björk (chociaż piosenki pisała także z von Trierem), nie zaś jako całościową ścieżkę dźwiękową do filmu. Na szczęście traci o wiele mniej bez filmu, niż straciłby film bez tej muzyki.

(patryk) Kaktus nr 4 [4] 2000