W cieniu palmy

Björk - piosenkarka ze skłonnością do prowokacji, aktorka z tendencją do anarchii.

 

Od 1997 roku nie wydałaś nowego albumu. Rezygnujesz z muzycznej kariery?

W żadnym wypadku! Muzyka jest miłością mojego życia; moją religią i świątynią. Nawet teraz, podczas naszej rozmowy, słyszę w głowie piosenkę, która dodaje mi otuchy.

Więc skąd ta cisza?

Po trzech albumach solowych potrzebowałam odmiany. Dlatego przyjęłam propozycję Larsa von Triera, który zaproponował mi rolę "Tańcząc w ciemnościach".

Podobno trzeba było cię bardzo długo namawiać ma zagranie w tym filmie?

Rzecz w tym, że nigdy nie widziałam siebie jako aktorki. Niektórzy uważają, że wszyscy ludzie sceny są aktorami. To bzdura.

Jednak się zgodziłaś.

Tak. Lars powiedział, że nie zrobi tego filmu beze mnie. A to znaczyłoby zmarnowanie całorocznej pracy. Poza tym pokochałam Selmę (bohaterka filmu, którą gra Björk - red.). Panuje takie przekonanie, że introwertycy i ludzie, którzy lubią samotność, a taka jest Selma, są smutnymi i nieszczęśliwymi nieudacznikami. Czas pokazać, że to nieprawda.

Nie jest tajemnicą, że współpraca z von Trierem nie układała się najlepiej.

Bez przesady, ja tylko walczyłam o swoje prawa. Jestem przedstawicielką generacji punk rocka, zawsze wierzyłam w anarchię i prawo do wolności jednostki. Więc kiedy ktoś mi rozkazuje, to chyba normalne, że się buntuję. Współpraca musi opierać się na wzajemnym szacunku. A Lars na planie często zachowywała się jak Napoleon Bonaparte. Ja nie chciałam być Pipi Longstocking. To chyba całkiem zdrowe stanowisko jak na 33-letnią dziewczynę.

... a może jak na islandzką buntowniczkę?

Może coś w tym jest. U nas w Islandii nikt nie przywiązuje żadnej wagi do pozycji społecznej. Taksówkarze mogą swobodnie rozmawiać z prezydentem na ulicy. Nigdy nie mieliśmy armii, ponieważ nawet nie umiemy wspólnie maszerować. Iść jednym krokiem? Zapomnij! U nas każdy jest indywidualistą.

Czy kłótnie między tobą a von Trierem dotyczyły także muzyki skomponowanej przez ciebie do filmu?

Oczywiście. Lars życzył sobie banalnej muzyczki i nieskomplikowanych tekstów. Takich w stylu: "Ja kocham cię tak, jak ty kochasz mnie, bla, bla, bla...". On postrzegał Selmę jako głupawą dziewczynkę. Ja natomiast - jako dorosłą kobietę o głębokim, poetyckim wnętrzu. Potrzebowałam więc innej muzyki. Stąd gorące dyskusje. No, ale to przecież jeden z powodów, dla których komunikujemy się z ludźmi, nawiązujemy współpracę, zakochujemy się czy podejmujemy wspólne próby zmieniania świata.

Czy udało ci się zmienić muzyczny gust Larsa?

Może. Ten facet na co dzień słuchał Celine Dion i torturował się muzyka braci Gibb z Bee Gees (śmiech). Zerknęłam kiedyś ukradkiem na to, czego słucha i pomyślałam: OK, to niezłe wyzwanie!

Parę lat temu deklarowałaś, że chcesz zamieszkać na bezludnej wyspie. Rząd Islandii podarował ci takową, ale ty zrezygnowałaś z niej. Dlaczego?

Fakt, zawsze chciałam mieć na własność małą wyspę. Ale odmówiłam, ponieważ wychowana jestem w przekonaniu, że zawszę trzeba za siebie płacić. No i rozpętała się burza w naszej prasie. Stwierdzono, że prowadzę ekskluzywne życie w stylu pisma "Hello" (angielski brukowiec, zamieszczający reportaże z życia gwiazd - red.) i jestem arogancka.

A nie prowadzisz takiego życia?

Absolutnie nie! Mój ojciec jest związkowcem. Kiedy miałam 11 lat, postanowił, że powinnam sama zarabiać na życie. Najpierw sprzedawałam gazety, później pracowałam w przetwórni ryb i w fabryce coca-coli. Mój syn miał dwa miesiące, a ja wsadzałam go sobie na plecy i krążyłam od drzwi do drzwi, sprzedając islandzkie sagi. Brzmi to okropnie, ale to była moja najlepsza robota. Zapraszano mnie do domów, częstowano kawą, z wieloma osobami rozmawiałam o książkach. Będąc samotna matką, przyjmowałam czasami dwie albo trzy prace dziennie. A wieczorami chodziłam na próby mojego zespołu.

Czy kiedykolwiek musiałaś tak dramatycznie oszczędzać jak Selma, którą grasz u von Triera?

Aż tak - nie. Ale pamiętam, że kiedy śpiewałam w punkowej grupie Kukl, oszczędzaliśmy cały rok na zakup furgonetki. Przyjechaliśmy nią potem do Europy i mieliśmy niezłe wzięcie - zazwyczaj dziesięciu widzów po sceną (śmiech).

Teraz nie musisz się obawiać o frekwencję. Rzesze ludzi czekały na twoje koncerty z chórem Voices of Europe. Ty jednak zrezygnowałaś z tej trasy.

Umówmy się: ja miałam być tam tylko gościem, który zaśpiewa trzy utwory. I nagle zaczęto nagłaśniać tę trasę jako serie moich koncertów. Uznałam, że to nie w porządku ani w stosunku do mnie, ani wobec innych artystów. Poza tym zaczęłam pracę nad nowym albumem. Powinien się ukazać na początku przyszłego roku. I znajdzie się tam sporo muzyki chóralnej.

A co dalej z filmem? Dostałaś Złota Palmę, jesteś gwiazdą filmową...

Przepraszam, ale nic z tego. Złota Palma była dla mnie całkowitym zaskoczeniem. Jeszcze kilka miesięcy temu nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. I jak już powiedziałam - nie jestem aktorką i nie zamierzam nią być.

Z Björk rozmawiała Ewa Ciepliska-Bertini 'CKM' nr 11(29) listopad 2000