"Ta płyta to po części stworzenie kokonu, niemal raju do którego można uciec. Nawet, jeżeli wiesz, że nie jest prawdziwy"


:: H i d d e n  P l a c e
:: C o c o o n
:: I t ' s  N o t  U p  T o  Y o u
:: U n d o
:: P a g a n  P o e t r y
:: F r o s t i
:: A u r o r a
:: A n  E c h o,  A  S t a i n
:: S u n  I n  M y  M o u t h
:: H e i r l o o m
:: H a r m  O f  W i l l
:: U n i s o n
Angielskie słowa vespertine i vespers („wieczorny”) – to odkrywcze terminy dotyczące botaniki, zoologii, astronomii, duchowości i rytmów wszechświata: otwierający się wieczorem kwiat, zwierzę aktywne po zmroku, wieczorna modlitwa, gwiazda Wenus, zachód słońca i zmierzch... Poetyckie wyrazy o licznych, sprzecznych znaczeniach: kochać, polować, modlić się, oddawać kontemplacji, otworzyć z nadejściem nocy... „Rozwijam najlepszy, pustelniczy styl – z brodą i fajką” – śpiewa Björk na Vespertine z ledwo słyszalnym śmiechem. Płyta przychodzi po SelmaSongs – ubiegłorocznym soundtracku do filmu Tańcząc w ciemnościach i jej ostatnim solowym albumie, Homogenic. Siedząc wczesną wiosną w londyńskim domu, Björk opowiada o swoim nowym, przekornym nastroju, cudownej introspekcji, która zakorzeniona jest w prywatności, ale cieszy się też otwartością. „Ta płyta to bycie samemu w domu” – mówi. „W bardzo cichym, introwertycznym nastroju: szepcę, improwizuję... To się rozgrywa wewnątrz mnie”. Na Vespertine są piosenki wyglądające na całkowicie prywatne – niczym miłosne wyznanie, spowiedź w odciętym od świata miejscu. Czy w publicznym eksponowaniu takich chwil nie ma jakiejś sprzeczności? „Myślę, że takie jest życie” – odpowiada artystka. „Twoja babcia dzwoni, bo jest chora, ale ty malujesz usta, bo idziesz na randkę z chłopakiem. Na twojej drodze pojawia się porzucony pies i musisz sobie z tymi rzeczami poradzić. Kiedy kładziesz się do łóżka, czujesz, że był dobry dzień, bo się udało, ale są i dni beznadziejne, kiedy nic nie mogłeś zrobić. Chcę, żeby muzyka dotyczyła tych spraw. Wtedy jest bardziej prawdziwa, nie odizolowana od życia. Jest w tym odrobina tchórzostwa. Jednak – zaprzeczając wszystkiemu co powiedziałam – po raz pierwszy komponowałam, aby świadomie stworzyć sobie raj. Kokon. Zawsze byłam narwańcem, chcącym żeby wszystko było prawdziwe i mocne. Ta płyta to po części stworzenie kokonu, niemal raju do którego można uciec. Nawet, jeżeli wiesz, że nie jest prawdziwy. Nie można tego zastosować wszędzie, w pewnych miejscach kokon się rozpadnie. Ale wierzę, że powinien istnieć, bo ludzie go potrzebują. Już to wystarczy za usprawiedliwienie”. Jej ujmująco skomplikowane podejście do muzyki i życia, w przypadku Vespertine osiągnęło nowy stopień dojrzałości i niezależności. „Uwielbiam z kimś współpracować” – mówiła w maju 2000 roku. Na Vespertine pojawiają się znajomi współpracownicy (jak Guy Sigsworth, Mark Bell, zajmujący się programowaniem Valgeir Sigurdsson i Marius de Vries, aranżer Tańcząc w ciemnościach Vince Mendoza oraz miksujący Mark ´Spike´ Stent), a także nowe nazwiska (Matmos, Matthew Herbert, Thomas Knak czy grająca na harfie Zeena Parkins), jednak zdecydowanie jest to album pod kierownictwem Björk. Sposób, w jaki opisuje pracę, przypomina lata siedemdziesiąte, gdy producent wydobywał wkład twórczy z niezwykle utalentowanych muzyków sesyjnych. „Usłyszycie dużo improwizacji” – mówi. „Będziecie wyłuskiwać dźwięki”. Jak zwykle ma wyczulone ucho na najświeższe brzmienia: niezwykle precyzyjne mikrorytmy Matmos, duetu z San Francisco, czy Thomasa Knaka z Opiate i Future 3. Oprócz sampli z Oval czy partii rytmicznych definiujących pojęcie sztuki wśród beatów, mamy tu zbiór przytłaczająco emocjonujących piosenek, pięknych melodii i niezwykle pomysłowych aranżacji. Vespertine – mimo że natychmiast rozpoznawalny jako dzieło Björk, to znaczący postęp w jej dokonaniach, dowód na to że nie da się jej porównać z kimkolwiek na podobnym polu. Vespertine to płyta dojrzała, pełna jednak dziecięcej radości, skrząca się delikatnymi dźwiękami harfy, celesty, klawikordu i pozytywki. W Sun In My Mouth jako tekst pojawia się wiersz, jeden z serii napisanej w 1925 roku przez amerykańskiego poetę Edwarda Estlina Cummingsa. Obecność jego słów na płycie Björk nie jest niespodzianką. Zdolność łączenia zmysłowości, pasji, figlarności i ciekawości świata, z zawziętą precyzją, bezkompromisową otwartością i niezachwianym eksperymentatorstwem, odzwierciedlają aspiracje i dokonania wokalistki. Vespertine przedziera się przez odgłos śniegu, trzeszczy cyfrowym szczebiotem, niepokoi dziwnymi dźwiękami na granicy percepcji, szepce w gasnącym świetle. Ale jej istotą jest ludzkie serce. „Myślę, że w przypadku muzyki pop, folkowej, muzyki dnia codziennego, w przeciwieństwie do klimatów bardziej serio” – mówi Björk – „łatwo wykreować magię dzięki dźwiękom, których zwykle nie słyszymy. Na przykład ukulele. Trudniej jest wykorzystać rzeczy, których używamy na co dzień: pilota, komórkę, internet, faks... Nie chodzi o udziwnianie czy awangardowość, nic takiego. Chodzi o kontakt z rzeczywistością. Z owsianką i filiżanką herbaty. Elektronika otacza nas czy tego chcemy czy nie. Wydaje mi się, że zrobienie z tego piosenki jest odważniejsze, bardziej odpowiadające obecnej chwili, niż inne rzeczy. Tak brzmi moje stanowisko”.
David Toop